Posłuchałem w ostatnim czasie dużo Inkantacji i tak jak mnie nudzą ich kultowe początki to niewiele innych rzeczy mnie nie wynudziło w tym stylu. Za to od "Vanquish in Vengeance" sztosowe granie. Nowy kawałek niszczy obiekty.
Relapse Records:
Death Metal icons INCANTATION prepare the masses for their new album, Unholy Deification, via Relapse Records. Edified over three-plus decades of experience, Unholy Deification is the group's 13th full-length album. Validated by peers seasoned and new, INCANTATION are more vital than ever - the lineup, featuring founding guitarist/vocalist John McEntee, drummer Kyle Severn, bassist Chuck Sherwood, and guitarist Luke Shively, displays death metal know-how and the power of determination.
"I'm not interested in playing it safe," McEntee asserts. "I think other people feel that there are limits to what we do. However, I don't see it that way. If it feels right, then it's Incantation. The songs we write are an honest expression of ourselves. When people hear the new album, I hope they think, "Why are these guys so pissed off?!" Rage gives focus, which is why this album turned out the way it did."
Lyrically, Unholy Deification originates with Sherwood. An avid reader and occult logician, the INCANTATION bassist wanted to capture a fully-realized concept of evolution through enlightenment. Expect thought-provoking, historically-derived intellection. That the mortal-to-deity narrative interacts with the merciless musical conflagration of hard-hitting tracks such as "Concordat (The Pact) I," "Homunculus (Spirit Made Flesh) IX," and "Invocation (Chthonic Merge) X". Make no mistake - the ferocious new album, featuring guests Jeff Beccera (Possessed), Henry Veggian (ex-Revenant), and Dan Vadim Von (Morbid Angel), is pure Death Metal.
INCANTATION's sepulchral pandemonium is visually enhanced by award-winning artist and longstanding collaborator Eliran Kantor (Immolation, Kreator, Cavalera, and more.) The end result is an interpretation of Italian Renaissance masters, but thrust into INCANTATION's cauldron of chromatic malice.
Co do kawałka to jest moc,jest walec, jest piekło.
Przypominam, że 20 lipca Incantation zagrają w stołecznej Hydrozagadce razem z Brujeria. W roli otwieracza Pyorrhoea.
Ten nowy bdb i sympatyczny. Zaczyna się tak nijako, nawet przez chwilę pomyślałem sobie, że również Incantation dopadło zmęczenie materiału i zaczną jak inny zespół zaczynający się na "I" , a kończący na "n" zjadać swój własny ogon, ale potem piosenka o umowie między Kościołem, a Państwem rozkręciła się pokazując, że w tym zespole wciąż jest dużo pary. Incantation - jeden z niewielu lifemetalowych piosenkarzy, których nadal warto słuchać.
Słuchałem tej nowej płyty i czegoś mi w niej brakuje... nie wiem za bardzo czego. Może przy kolejnym odsłuchu będę zachwycony, ale na razie się zawiodłem. Mam nadzieję że to takie pierwsze, mylne wrażenie ale wydaje mi się że ten album jest mało Incantationowy
STALOWY SYLWEK pisze: ↑2 lata temu
Znasz wszystkie? Które najlepsze wg Ciebie?
To do mnie? W sensie płyty Inacntów? Dla mnie topka to Vanquish in Vengeance i Onward To Golgotha. Blasphemy też spoko, jest trochę inne ale też bardzo fajne. No i Tricennial of Blasphemy mnie bardzo kupimy, jeśli uznajemy to za pełnoprawny album
STALOWY SYLWEK pisze: ↑2 lata temu
No ok a co pierwsze usłyszałes?
Nie pamietam, chyba Throne of Apocalypse. O, no właśnie, też jest w mojej topce
Blind2 lata temu
Tormentor
Posty: 1976
Rejestracja:9 lat temu
Blind
Ja jako pierwsze usłyszałem Mortal Throne of Nazarene, gdy byłem w gimnazjum i na chujowych głośnikach komputerowych zrobiła mi niezłą krzywdę. W zasadzie zalała mnie gęsta wówczas fala dźwięku i niewiele byłem w stanie z tego wyłapać. Dopiero po kilkunastu odsłuchach zaczęły docierać poszczególne motywy, wyselekcjonowało gdzieś się to wszystko w mózgu. Po dziś dzień ten szybki zryw przerywający powolnie posuwającą się magmę w The Ibex Moon wywołuje we mnie ciarki.
I wtedy pojąłem geniusz tego zespołu. Jak dla mnie jeden z najlepszych i najważniejszych w historii tej muzyki. A wkład Johna i kompanów w death metal, zwłaszcza widać od kilku lat, gdy nadeszła koniunktura na gruzowisko.
UP THE VERONICAS
KIERWA TAKE ME ON THE FLOOR TARARATA TARARARA
yog pisze: ↑4 lata temu
polerowanie niemca to kwestia zdrowotna!
Blind pisze: ↑2 lata temu A wkład Johna i kompanów w death metal, zwłaszcza widać od kilku lat, gdy nadeszła koniunktura na gruzowisko.
Mortal Throne of Nazarene to absolutny punkt zaczepienia dla wszystkich tworzących cavern death metal i mimo setek naśladujących go płyt dalej nie ma sobie równych.
Ja tam uważam, że te późniejsze, nagrane po przerwie są lepsze. Jazda u mnie zaczyna się od Vanquish in Vengeance. Dlatego tę nową kupiłem na bandcampie w ciemno ( chyba mam za dużo pieniędzy, że kupuje płyty cyfrowo), a płytę sobie jeszcze nabędę. Po prostu nie mogłem czekać i się nie zawiodłem, bo to jest w moim mniemaniu najlepsza płyta zespołu od wspomnianej wyżej. Fajnie, że rozszerzają formułę tego swojego grania. Wspólne śpiewanie muzyków w ostatnim kawałku, czy średnie tempa w towarzystwie grających w tle solówek, czy wreszcie fenomenalnie pasująca do kawałka partia perkusji w pierwszym utworze - to wszystko sprawia, że nie mogę oderwać się od tego life metalu, mimo że jak wiecie, generalnie już takiej muzyki nie słucham, ostatnio nawet nie miałem nastroju na słuchanie Necrophagii, która poszła w odstawkę na rzecz nowego Selbstmord. A tu proszę, taka niespodzianka. Przylepiłem się do Unholy Deification jak pedofil do dzieci z przedszkola i nie mogę odkleić. Może dlatego, że wyszedł hamburgerożercom album dość mroczny i nastrojowy, daleki od typowego lifemetalowego disco polo spod znaku Cannibal Corpse. Ile jeszcze energii ma ten zespół, to ja nawet nie wiem, chociaż faktem jest, że na nowej płycie również znajdują się i słabsze momenty, kiedy po prostu muzykom zabrakło inwencji żeby zagrać coś więcej, niż te swoje walcowate tremola (??) do wtóru perki napierdalającej jakby kto nadobną pannę w zadek szydłem ekscytował. Ale to rzadko, bo generalnie wysmażyli ekstra materiał.
Wicih pisze: ↑2 lata temu
Słuchałem tej nowej płyty i czegoś mi w niej brakuje... nie wiem za bardzo czego. Może przy kolejnym odsłuchu będę zachwycony, ale na razie się zawiodłem. Mam nadzieję że to takie pierwsze, mylne wrażenie ale wydaje mi się że ten album jest mało Incantationowy
Ja się z tym zgadzam. Są momenty z których ich uwielbiam, ale całość toczy się w nie do końca ich stylu. Jak dla mnie, to jest "zwackenowany" () album. Gdzie ta duchota, walec miażdżący? Mało, za mało. Mimo to, słucha się tego w miarę dobrze.
W nocy w stanie lekkiego upojenia poleciało Primordial Domination, do którego lubię wracać (jak do wszystkich wczesnych i środkowych płyt) i cholibka, ta płyta wyróżnia się na tle pozostałych, co jest jak najbardziej na plus. O ile Blasphemy i Decimate Christendom w całej swojej Incantantowatości jawiły się jako bardziej przystępne, napisane bardziej przebojowo, tak ich następczyni to taki jednolity kolos, którego się słucha od początku do końca na jednym tchu. To też taki album, na którym trudno by mi było wyróżnić poszczególne utwory, bo jest zwarty i gotowy do powolnej masakry. Na pierwszy rzut ucha John McEntee wokalnie zdaje się odbiegać od poprzedników, ale jak już zaczyna wyrzygiwać "Doctrine of Reproach!!!!" na koniec... Doctrine of Reproach, to to wrażenie zanika. Ten album nie jest nawet blisko czołówki z dyskografii, a i tak rozpierdala.
UP THE VERONICAS
KIERWA TAKE ME ON THE FLOOR TARARATA TARARARA
yog pisze: ↑4 lata temu
polerowanie niemca to kwestia zdrowotna!