I Hammerheart przede wszystkim. Te 3 płyty, to uber sztosy. Debiut i The Return też uwielbiam za ten prymitywny szatanizm. Chociaż już od debiutu do Return jest spory przeskok jakościowy. Kwintesencja blekowego Bathory, to UtSotBM.
I Hammerheart przede wszystkim. Te 3 płyty, to uber sztosy. Debiut i The Return też uwielbiam za ten prymitywny szatanizm. Chociaż już od debiutu do Return jest spory przeskok jakościowy. Kwintesencja blekowego Bathory, to UtSotBM.
To jest fakt! Jak na moje ucho tylko tytułowy z jedynki się wybija i jest przebłyskiem geniuszu.

Pierwsza płyta Bathory to jeden z tych kartofli, który na surowo w okopie zawsze wchodzi zajebiście. Under the sign of black Mark to już z kolei dla mnie black metal drugiej fali w 100%.TITELITURY pisze: ↑2 lata temu Zawsze wolałem batlorda z epoki wikingów. Dojrzalszy muzycznie i tekstowo, nawet te przydługie Nordlandy mi wchodzą. Natomiast pierwszej płyty jak nie znosiłem, tak nie znoszę. Podchodziłem wielokrotne bezskutecznie. Także jak ktoś mi dzisiaj mówi, że Bathory z Wikingami, to jakieś kartofle, a pierwsza płyta Zajebista, to mam wrażenie, że mu stary kutasem do ucha wchodził, ponieważ zupełnie nie ogarniam takiego podejścia. Kosmos dla mnie totalny. Mimo, że "under the sign of black Mark" jest kamieniem milowym w tej muzyce, który wskazał kierunek dziesiątkom młodych muzyków, chwytających wówczas z entuzjazmem za swoje instrumenty po raz pierwszy.
Może i racja. Ściana dźwięku jaka uderza we mnie na czarnym Marku, to za dużo na moje pizdeuszka.... po prostu myślę, że większości nie było dane usłyszeć, jak na prawdę wspaniale i podniośle brzmi ten album, bo strasznie go skrzywdzono na początku lat 90 robiąc wersję CD.
Totalnie nie rozumiem jak The Return może się black metalowcom nie podobać!!! Przecież ta płyta w stosunku do debiutu to jakościowy przeskok o 100% że nie wspomnę o warstwie muzycznej. Następny album po The Return to już tylko powielenie schematów i zagranie lepiej.
No właśnie. Zatem mogę tylko uśmiechnąć się pod wąsem na teksty pokroju zmiotła mnie ściana dźwięku albo spadło na mnie 10 ton mroku. Myślałem, źe to będzie black metal a otrzymałem kolację z diabłem i nie potrafiłem nawet przejść pierwszej potrawy. To jest właśnie taka jedna z baaaardzo niewielu płyt, która dosłownie odsiewa pizdeuszy od słuchania black metalu.

Od 31 lipca do 3 sierpnia 2024 r. w Bergen w Norwegii odbywać się będzie kolejna edycja festiwalu Beyond the Gates, zorientowanego głównie na muzę black metalową i okolice. Zagrają m.in. Mayhem, Venom, Enslaved, Watain, Satyricon i Behemoth, ale w zeszłym tygodniu organizatorzy imprezy zapowiedzieli jeszcze jeden, bardzo specjalny koncert, który będzie miał na niej miejsce. Największe black metalowe gwiazdy zagrają wspólnie w hołdzie Quorthonowi i Bathory!
Słucham Hammerheart pierwszy raz od kilkunastu lat (wstyd się przyznać) i no rzeczywiście. Zakończenie będące powtórzeniem rozpoczęcia to jest tak samo wspomniany Voivod. Zarówno perkusja jak i pierwsze fragmenty tego utworu to jest to, co gra Away i Piggy. Jak leciało, to aż mi się nieco przykro zrobiło, że to Tribal Convictions dalej nie weszło, bo tam zajebiście napięcie rośnie nim Snake na wokale wchodzi.
Nie wiesz - nie dyskutuj, plotek błagam nie produkuj
Aż sam se zrobiłem analizę side-by-side obydwu kawałków i werdykt jest taki, że tak - jest to podobne, ale trza kurde sporo autosugestii, żeby doszukać się "zerżnięcia" (w dopowiedzeniu, że "plagiat")

Liczę na podobny cios przy kolejnym krążku -Hajasz pisze: ↑2 lata temu Z The Return jest podobnie jak z debiutem. Płyta najbardziej diabelsko brzmi z czarnucha albo kasety takt. Ja mam pierwszy press na CD wydany 6 lat później!!! już z gmeraniem (odszumiono całość) ale jeszcze czar pozostał natomiast prawie każde kolejne wydanie tej płyty, gdzie ponownie coś gmerano przy brzmieniu tylko dobijał efekt finalny i najnowsze wydania brzmią jak detaling używanego auta do sprzedaży.
Placek ląduje na dniach na talerzu...także przebieram nogami tak jak to było niedawno przy dwójeczce.

Wg mnie warto, zebrane wszystko do kupy i tyle. Mi zdecydowanie lepiej się czytało to niż OMM #XX